Narodziny słońca i światła – dzień św. Łucji

śr., 12/13/2017 - 09:00 -- Administrator.
Kategoria: 
Oceń artykuł: 
0
Brak głosów

W kościelnej tradycji 13 grudnia jest dniem poświęconym wspomnieniu św. Łucji – rzymskiej męczennicy z początku IV wieku, patronki dziewic i ociemniałych, orędowniczki w chorobach oczu, opiekunki poetów i rolników, szwaczek, krawców i tkaczy. Niegdyś 13 grudnia był jednak jeszcze czymś więcej. W myśl ludowych wierzeń wtenczas właśnie rozpoczynać miała się walka pomiędzy nocą a dniem, między siłami ciemności i jasności prowadząca do odrodzenia słońca i światła.

Do 1582 roku, a więc do czasu wprowadzenia przez papieża Grzegorza XIII nowej rachuby czasu zwanej kalendarzem gregoriańskim w całym chrześcijańskim świecie obowiązywał zachowany od czasów rzymskich księżycowy kalendarz juliański. Zgodnie z nim, w XVI wieku daty wszelkich kościelnych uroczystości przypadały 10 dni później, niż ma to miejsce obecnie. Sposobem tym właśnie 13 grudnia nadchodził w okolicach zimowego słonecznego przesilenia!

Łacińska etymologia imienia Lucia wskazuje na rdzeń lux, lucis, czyli światło. Nic dziwnego więc, że św. Łucja uznana była za tą, która dzierżąc światło wiary rozpraszać miała mroki pogaństwa. Przedchrześcijańskie wierzenia nie tak łatwe były jednak do przegonienia! 13 grudnia w całej Europie obchodzony był jako czas powrotu słońca i początku nowego roku słonecznego, a obrzędy, które wtenczas miały miejsce nierzadko korzeniami swymi sięgały dawnych kultów solarnych. W najlepszym stanie ślady owych praktyk zachowały się w krajach skandynawskich, szczególnie w Szwecji, która dopiero w XVIII wieku uznała nową, kalendarzową reformę. Pochody panien przyobleczonych w długie, białe suknie, w wiankach z wpiętymi weń świecami to tylko jedna z wielu wciąż żywych tu tradycji.

I w Polsce dzień ów nie przechodził jednak bez echa. Czas przesilenia to moment graniczny, taki, w którym stykać zaczynają się dwa odrębne zazwyczaj światy, w którym ciemność i światłość, zło i dobro przestają zamieszkiwać osobne królestwa. Stąd też wierzono, że dzień św. Łucji to czas inwazji złych mocy, na których czele nierzadko stawać miały hordy złośliwych czarownic. Przed nimi właśnie strzec się trzeba było szczególnie. Owe złowrogie uczennice diabła wykradać potrafiły niemowlęta z kołysek i zastępować je brzydkimi odmieńcami, psuły mleko krowom i z upodobaniem atakowały przydomowy inwentarz. Przed takimi nieproszonymi odwiedzinami gospodarze zabezpieczali się na szereg różnych sposobów. Modlitwa o wstawiennictwo św. Łucji i pilnowanie obejścia nie zawsze wystarczały. Warto było na porannej mszy poświęcić czosnek i nim wysmarować drzwi obór i stajni, również kolczaste rośliny umieszczone wokół wejść chronić miały przed wtargnięciem czarownic. Na Podtatrzu wierzono, że wiedźmy ukrywać mogą swe czary w dziurach ukradkiem wywierconych w progach domów. I na to jednak gospodarze znali zaradcze środki. Wbite w progowe belki gwoździe sprawić miały ból tej z owych piekielnych istot, na której zaklęcie natrafiły zmuszając ją tym samym do ponownego przybycia i zabrania swych czarów.

Dzień św. Łucji nie mógł obejść się też bez wróżb i przepowiedni. Szczególnie te dotyczące prognoz pogodowych szczególnie zaprzątały uwagę rolników. Bacznie obserwowano więc atmosferyczne warunki przez kolejne 12 dni, które nadchodziły po święcie Łucji – na ich to podstawie przewidzieć można było pogodę na następne miesiące zbliżającego się roku.

/Małgorzata Urbanowicz/ obraz: Święta Łucja ze swoimi atrybutami, 1521, Domenico di Pace Beccafumi/

Dodaj komentarz

Newsletter

Zapisz się aby otrzymywać najnowsze informacje i artykuły.