Zdrowie na talerzu, czyli... jadalne robaki!

śr., 04/05/2017 - 11:15 -- Administrator.
Kategoria: 
Oceń artykuł: 
0
Brak głosów

Azjaci słyną z dziwnych upodobań kulinarnych. Nie raz słysząc o składnikach ich potraw, krzywimy się z niesmakiem. Z drugiej strony, kuchnia azjatycka jest niezwykle popularna – wietnamska zupa pho, tajskie curry czy sajgonki – to jedne z najpopularniejszych wschodnich dań, które goszczą na naszych stołach. A co jeśli kontrowersje zaczynają łączyć się z modą? Od kilku lat coraz większą popularnością cieszą się azjatyckie potrawy z... robaków!

Samo zdrowie

Owady obecne są w różnych kuchniach świata. Nam najbardziej kojarzą się z Azją, ale jada się je także w Ameryce Południowej i Afryce. Nie bez przyczyny na tych kontynentach spotyka się mniej otyłych ludzi niż w tzw. Świecie Zachodnim. A Azjaci na przykład dużo rzadziej chorują na choroby cywilizacyjne – choroby serca, nowotwory, cukrzycę. A to wszystko między innymi dzięki spożyciu owadów, które są wyjątkowo zdrowe.

Owady są wręcz fenomenalnym źródłem białka. To w zasadzie samo białko, wzbogacone o witaminy i mikroelementy – żelazo, wapń, cynk, witaminę B, miedź. A czego nie mają robaki? Są pozbawione tłuszczu, cholesterolu, chemii. Jedząc chudy stek czy nawet pierś z kurczaka nigdy nie mamy pewności, że zwierzę, które spożywamy, nie było dokarmiane antybiotykami. Z owadami takie obawy nie istnieją.

Odgrzewane kotlety? I tu nie ma obaw. Owady są zawsze świeże. Praktycznie zawsze trafiają do kuchni restauracji żywe i są przygotowywane do przyrządzenia bezpośrednio na miejscu. Nie jest też tak, że owady sprowadzane są z dalekiej Azji – rosnąca popularność owadów w kuchni sprawia, że pojawia się coraz więcej hodowców insektów, także na gruncie polskim.

Jedzeniowe tabu

Niejednemu z nas, na myśl o zjedzeniu owada ciarki przechodzą po plecach. Choć owadami zajada się 80% populacji światowej, nam wciąż wydaje się to dziwne, a wręcz obrzydliwe. Czy jednak słusznie? Wielu z nas nieświadomie spożywa owady – przykładem jest barwnik spożywczy koszenila, pozyskiwany ze zmielonych owadów, czerwców kaktusowych. Koszenilą barwi się na czerwono galaretki, kisiele, jogurty, a nawet wyroby wędliniarskie. A zatem obrzydliwe czy nie?

Gdzie i jak?

Wcale nie trzeba wyjeżdżać na inny kontynent, żeby zakosztować owadów. Do ich jedzenia zachęca Światowa Organizacja Zdrowia i Unia Europejska. Owady mają być rozwiązaniem problemu głodu na świecie i sposobem na ograniczenie coraz trudniej dostępnego mięsa.

Dziś w wielu dużych miastach powstają restauracje serwujące owady, a literatura obecna na rynku przybliża ten nowy sposób odżywiania się na własną rękę. Także w Warszawie przez pewien czas istniała restauracja serwująca robaki, kilka innych także próbowało wprowadzić owady do swojego menu, jednak póki co ograniczają nas polskie przepisy, które nie bardzo wiedzą, jak traktować owady w aspekcie spożywczym. Domyślać się można, że zmiany i dopuszczenie owadów w obrocie żywnością są tylko kwestią czasu. Choćby w Belgii w supermarketach można już kupić burgery lub kotleciki nie z mięsa, a z owadów.

W Polsce za to sporo o jedzeniu robaków można dowiedzieć się z książki Łukasza Łuczaja „Podręcznik robakożercy”, gdzie autor pisze o polowaniu na koniki polne, jedzeniu os, gąsienic, a nawet wszy.

Grillowana szarańcza, szaszłyki z larw jedwabnika, smażone na maśle cykady, prażone mrówki zamiast popcornu – tak w przyszłości może wyglądać nasze menu, i nie będzie w tym nic dziwnego. Człowiek szybko przystosowuje się do zmian, tym bardziej że te akurat są (podobno) bardzo smaczne. Do odważnych świat należy – pierwszym śmiałkom pozostaje więc życzyć smacznego.

/Małgorzata Węgłowska/ zdj. fotolia/

Dodaj komentarz

Newsletter

Zapisz się aby otrzymywać najnowsze informacje i artykuły.