Wielkanoc po staropolsku

sob., 04/15/2017 - 11:15 -- Administrator.
Kategoria: 
Oceń artykuł: 
0
Brak głosów

Czasy się zmieniają. Nie ma co do tego wątpliwości, że dawniej wszystko wyglądało inaczej. Inaczej też obchodzono święta, w tym i nadchodzącą Wielkanoc. Choć cały czas postępujemy zgodnie z tradycją, piekąc mazurki, święcąc produkty i malując pisanki, to mimo wszystko dzisiejsze obchody świąt różnią się od tych sprzed kilku stuleci. Jak więc kiedyś celebrowano to najważniejsze chrześcijańskie święto?

Uginający się stół

Zastaw się, a postaw się, jak mówi przysłowie. Dawniej, kiedy na co dzień oszczędzano, święta były czasem ucztowania, kiedy wynagradzano sobie post dni powszednich. Dlatego też, nawet w najbiedniejszych domach dbano, by w czasie Wielkanocy stół był pełen rarytasów i aby każdy domownik mógł najeść się do syta.

Główną rolę grały mięsa – bo to ich najczęściej odmawiano sobie na co dzień. W bogatszych domach potrawy były bardzo wymyślne. Na stołach stawiano pieczoną głowę prosięcia z jajkiem w pysku, mięsa wędzone, gotowane i pieczone. Szczególne miejsce zajmował prawdziwy rarytas, jakim było prosię pieczone w całości. Im prosię młodsze, tym lepsze – najlepiej, gdy jeszcze nie jadło samodzielnie, a piło jedynie mleko matki. Prosię wymagało długich i żmudnych przygotowań, jego farsz stanowiła słonina, płuca cielęce i wieprzowe, a do tego rodzynki, cynamon, gałka muszkatołowa, mąka, jaja i skórka cytryny.

Innym ważną potrawą było pieczone jagnię, które pełniło też funkcję magiczną. Jego kości zakopywano w czterech rogach  wsi. Miało to ustrzec jej mieszkańców przed klęskami żywiołowymi.

Poza mięsem, na stole gościły też zupy, klasyczny żur oraz czernina – z krwi drobiu lub wspomnianego wcześniej prosięcia. A na deser tradycyjne baby i mazurki, pyszne polskie serniki i przekładańce.

Na honorowym miejscu stołu, nakrytego białym obrusem, stał koszyk z przepięknie zdobionymi pisankami. Wśród nich, na łączce z rzeżuchy, stał zrobiony z ciasta lub cukru baranek. Dziś najczęściej takiego baranka kupujemy w sklepie – niegdyś był jednym z symboli Wielkanocy, które każda gospodyni przygotowywała samodzielnie.

Wielkanocna magia

Nawet kilka tygodni przed świętem Zmartwychwstania ważne było przestrzeganie reguł, które zapewniały szczęście i dostatek. Jedną z nich był zakaz wypiekania chleba w tygodniu poprzedzającym Niedzielę Palmową. Pieczenie chleba w tym czasie mogło sprowadzić suszę na okolicę, dlatego gdy któraś z gospodyń złamała ten zakaz, pozostałe wrzucały ją razem z garnkami do rzeki lub jeziora.

Magiczne właściwości posiadały nasze swojskie bazie. Ale tylko te, które znalazły się w wielkanocnej palmie. Należało połknąć jedną bazię, dzięki czemu zyskiwało się ochronę przed chorobami gardła.

Przed chorobami chronił również chrzan. Zjedzenie go na surowo zapewniało ochronę przed chorobami żołądka, zębów, kaszlem i katarem. Dla pewności po zjedzeniu leczniczej rośliny należało jeszcze chuchnąć trzy razy w komin, a żadna choroba nie była już straszna.

Praktycznie każdy z nas na święta robi gruntowne porządki w domu. Żadna inna okazja nie skłania nas do takiej dokładności, jak właśnie przed świętami. Zostało nam to z dawnych czasów, kiedy wierzono, że z porządkami wygania się z  domu zło i choroby. A tych nikt nie chciał w swoim domu szczególnie w okresie wielkanocnym.

Wielkanocne ucztowanie

Wielkanocne śniadanie to dla staropolskich czasów nazwa umowna. Takie śniadanie zwykle trwało kilka godzin i kończyło się późnym popołudniem – oczywiście mowa o bogatych dworach ziemiańskich i szlacheckich. Biedni ludzie nie mieli tyle na stole, żeby ucztować przez cały dzień. Czekały ich też obowiązki w swoich gospodarstwach i gospodarstwach ich ucztujących panów.

Zanim przystępowano do uczty, dzielono się jajkiem i składano życzenia. Tu obowiązywała równość wszystkich, bo nawet najbogatsi panowie dzielili się jajkiem ze swoją służbą, nie pomijając nikogo.

A po jajku – hulaj dusza. Przychodził czas na zadośćuczynienie za przestrzeganie Wielkiego Postu.

Kiedyś święta obchodzono dużo bardziej hucznie niż dziś. Ale tak samo ważne było spędzanie ich w gronie rodziny. Nawet uwielbiający wizyty szlachcice w Niedzielę Wielkanocną zostawali w domu, spędzając czas tylko z najbliższymi, a wizyty odkładali na następny dzień.

/Małgorzata Węgłowska/ zdj. fotolia/

Dodaj komentarz

Newsletter

Zapisz się aby otrzymywać najnowsze informacje i artykuły.