Tradycyjny wypiek chleba

pt., 04/07/2017 - 11:25 -- Administrator.
Kategoria: 
Oceń artykuł: 
0
Brak głosów

Nie wyobrażamy sobie życia bez chleba. Jest to podstawowy posiłek większości ludzi w naszej kulturze, a szacunek do niego jest częścią naszego dziedzictwa. W Polsce z chlebem związane są najważniejsze święta kościelne: Wielkanoc, kiedy święcimy między innymi chleb, a baranek symbolizujący zmartwychwstanie jest zrobiony z ciasta i Boże Narodzenie, gdy łamiemy się opłatkiem. Państwa młodych witano po uroczystości ślubnej chlebem i solą (zwyczaj ten aktualny jest do tej pory). Dawniej matka chrzestna darowała nowo narodzonemu dziecku własnoręcznie przez siebie upieczoną bułkę tzw. kukiełkę.

Niegdyś chleb pieczono z mąki żytniej razowej. Dopiero w okresie międzywojennym zaczęto używać droższej mąki, pytlowanej. Na wsiach pieczenie chleba to było zajęcie gospodarskie należące do kobiet, a każda panna na wydaniu musiała umieć upiec chleb. Pieczono go zazwyczaj raz na tydzień, a praca ta trwała nawet i cały dzień.

Tradycyjne pieczenie chleba można podzielić na sześć etapów: przygotowanie rozczynu, wyrobienie ciasta, formowanie bochenków, garowanie ciasta w formach, rozpalenie pieca i wygarnięcie popiołu, pieczenie chleba. Prace zaczynano w piątek. Przesianą na sicie mąkę rozdzielano na dwie części: jedna szła na rozczyn, drugą przeznaczało na dodanie do ciasta. Rozczyn składał się z resztek surowego ciasta pozostałego z ostatniego pieczenia, przechowywanego w dzieży i ciepłej wody. Następnie wsypywano połowę mąki i wyrabiano ciasto – w ten sposób powstawał rozczyn, który fermentował do następnego dnia. W sobotę razem ze świtem gospodyni rozpoczynała pracę. Do zaczynu wsypywała drugą część mąki i znów wyrabiała ciasto. Pozostawiała je do wyrośnięcia. Po niedługim czasie ciasto dzielono na tak zwane kęsy i formowano w bochenki, wkładając je do słomianych, wiklinowych lub glinianych foremek i powtórnie zostawiano do wyrośnięcia. W tym czasie rozgrzewano piec chlebowy, paląc drewnem sosnowym. Piec był dostatecznie gorący wtedy, gdy wrzucona do niego garść mąki przyrumieniła się; jeśli się tliła piec był za gorący. Po nagrzaniu pieca popiół wygarniano tzw. kosiorem (inaczej nazywany kociubą). Był to długi drążek z pionową deseczką na końcu. Piec dokładnie czyszczono pomiotłem słomianym.

Ważny był znak krzyża, którym znaczono chleb przed wsadzeniem do pieca. Bochenek smarowano wodą, żeby miał gładką, lśniącą skórkę. Kolejnym „magicznym” rytuałem, było żegnanie chleba przy wypowiadanej trzykrotnie formule: „Rośnij chlebie, jak słońce na niebie”. Pieczono go około dwóch godzin, na liściach kapusty, chrzanu lub dębu. W tym czasie gospodyni nie próżnowała – musiała dbać o to, by chleb równo rósł, nie pękał i nie przypalał się. Wierzono, że kobieta nie może usiąść, aby chleb nie opadł. Uważano, że kobieta oprócz praktycznej wiedzy na temat pieczenia chleba, musi posiadać szczyptę wiedzy magicznej.

Tradycyjnie pieczony bochenek miał niepowtarzalny smak i aromat, a jego miękkość utrzymywała się przez długi czas. Nie pleśniał, tylko czerstwiał. Czy dzisiejszy chleb, kupowany w supermarkecie, ma coś wspólnego, prócz nazwy, z tradycyjnie pieczonym chlebem?

/KN/ zdj. fotolia/

Dodaj komentarz

Newsletter

Zapisz się aby otrzymywać najnowsze informacje i artykuły.