Wigilijne tradycje wokół stołu

sob., 12/24/2016 - 09:45 -- Administrator.
Kategoria: 
Oceń artykuł: 
0
Brak głosów

To, że jemy kolację wigilijną, jest oczywiste. Tak samo oczywiste w większości domów jest przestrzeganie zwyczajów związanych z przedświąteczną kolacją, ale niezwiązanych z jedzeniem. A jest ich całkiem sporo i, jak to już w naszej kulturze bywa, wiele z nich ma pochodzenie przedchrześcijańskie.

Pierwsza gwiazdka

Wigilijną wieczerzę rozpoczynamy, kiedy na niebie pojawi się pierwsza gwiazda. To upamiętnienie Gwiazdy Betlejemskiej, która prowadziła trzech króli do stajenki. Wypatrywanie gwiazdki to stary polski obyczaj – możemy o nim przeczytać m.in. w „Chłopach” Reymonta. To nic, że zazwyczaj zamiast pierwszej gwiazdy, która jest słabo widoczna, zaczynamy kolację, kiedy zobaczymy dużo jaśniejszego... Jowisza. Ważne, że tradycja trwa do dziś.

Łamanie się opłatkiem

Składanie życzeń przy dzieleniu się opłatkiem to wyłącznie polska tradycja (choć kultywowana też w niektórych rejonach Litwy, ale to przez polskie wpływy). Tak jak Jezus z Apostołami, tak i my dzielimy się chlebem. Składamy przy tym życzenia, to również czas pojednania i wybaczania. Wierzy się też w cudowne właściwości opłatka – ma on chronić przed chorobami, tak ludzi, jak i zwierzęta (dla których przeznaczony jest opłatek kolorowy).

Sianko pod obrusem

To także typowo polska tradycja. Dziś nieco już zanika, i nie w każdym domu sianko znajduje się pod wigilijnym obrusem, ale warto przypomnieć sobie, co ono symbolizuje. Jezus urodził się w ubogiej stajence i został położony w żłobie. To właśnie przypomina nam sianko, które wkładamy pod obrus. Ale czy to jedyny symbol? Trudno powiedzieć, być może religia chrześcijańska tylko zaadaptowała pogański zwyczaj. Ziemiennik był słowiańskim bogiem stepów i nieużytków. Żeby zapewnić urodzaj w gospodarstwie, składano mu ofiary z siana. Ofiarom tym towarzyszyły wróżby – wyciąganie ze snopka różnych kłosów symbolizowało zdrowie lub chorobę. Tak samo wróży się z wigilijnego sianka, wyciągając kłosy spod obrusu. Może to Ziemiennik wciąż sprawuje nad nami pieczę?

Puste miejsce przy stole

Ten zwyczaj ma kilka interpretacji. Ze strony religijnej – puste miejsce czeka na niespodziewanych gości, jakimi byli Maria i Józef, może też oznaczać, że do wigilijnego stołu (i do naszych serc) zapraszamy nowonarodzonego Jezusa. Z drugiej strony dodatkowe nakrycie oznacza to, że w najbardziej rodzinnym dniu w całym roku, pamiętamy o osobach samotnych i jesteśmy gotowi na ich przyjęcie, kiedy zapukają do drzwi. Warto rozejrzeć się po najbliższym otoczeniu – być może niedaleko nas mieszka samotna sąsiadka, która ucieszyłaby się z zaproszenia na kolację? Puste miejsce to nie tylko symbol – realnie okażmy serce bliźnim.

Puste miejsce ma też jeszcze jeden wymiar – dawniej wierzono, że w wigilię dusze zmarłych wędrują po świecie. To dla nich zostawiano dodatkowe miejsce, nie sprzątano też ze stołu do rana, żeby duchy mogły się posilić. A przy zasiadaniu do stołu zdmuchiwano swoje miejsce – bo być może dusza się pomyliła i usiadła na czyimś krześle. A chyba nikt nie chciałby siedzieć na swojej babci... To puste miejsce miało też po prostu przypominać o tych, których już nie ma wśród nas lub którzy nie mogli spotkać się z nami w święta.

Hej kolęda, kolęda!

Kolęda – słowo, które ma wiele znaczeń. To po pierwsze pieśń ku chwale narodzin Chrystusa. W niektórych domach kolędą rozpoczyna się wigilijną wieczerzę, w innych kolędy śpiewa się po kolacji. Muzyka łączy ludzi, zwyczaj ten jest więc niezwykle przyjemny, wesoły i ciepły. Dlatego smutne jest to, że w wielu domach odchodzi się od wspólnego kolędowania na rzecz... oglądania telewizji. Nie pozwólmy, żeby relacje międzyludzkie zostały zastąpione przez „gapienie się” w kolorowy ekran.

Kolęda to także odwiedziny duszpasterskie. Wędrówka księdza rozpoczyna się już po świętach i ma wielowiekową tradycję. Najstarsza wzmianka o chodzeniu „po kolędzie” sięga XVII wieku.

 Na koniec – kolęda to odwiedziny kolędników. To tak naprawdę pogański zwyczaj, wywodzący się od Świąt Godowych, obchodzonych w trakcie zimowego przesilenia – to w czasie tych świąt („dziwnym” trafem obchodzonych w czasie podobnym do Bożego Narodzenia) z kolędnikami po świecie chodził Turoń. Kolędnicy zwykle rozpoczynali wędrówkę w drugi dzień Świąt, ale bywało, że można ich było spotkać już w ostatnim tygodniu Adwentu.

Tradycja kolędników powoli zanika – kiedyś można ich było spotkać prawie wszędzie, dziś – prawie nigdzie. I inne tradycje mogą zaniknąć, jeśli nie będziemy ich pielęgnować. A nie jest to wymagające – wystarczy powierzyć tradycyjne przygotowania najmłodszym. Dzięki temu my mamy dzieci z głowy, one mają dobra zabawę, a przy okazji poznają tradycyjne zwyczaje. To aż trzy pieczenie na jednym ogniu!

/Małgorzata Węgłowska/ zdj. fotolia/

Dodaj komentarz

Newsletter

Zapisz się aby otrzymywać najnowsze informacje i artykuły.